czwartek, 14 stycznia 2016

Rozdział 2

Nie mam dzisiaj zbyt dużo czasu - nauka do sesji pełną parą.
Łapcie kolejny rozdział.
Nie jestem z niego super zadowolona, ale nie jest chyba najgorszy.
Dobrej nocy kochani!:* 


~~~~~

Po opuszczeniu LA nauczyłam się kilku ważnych rzeczy: pielęgnować swoje marzenia. Trzymać się swoich ideałów. Maszerować śmiało według muzyki, którą tylko ja słyszałam. Wielkie biografie powstają z ruchu do przodu, a nie oglądania się do tyłu. Najlepiej nie planować nic. Nie przewidywać tysiąca możliwych opcji. Darować sobie myślenie o tym, co będzie - od życia i tak dostaniemy akurat to, czego kompletnie się nie spodziewamy.
Spojrzałam na siedzącą obok mnie córkę, opartą głową na poduszce. Przez pierwsze chwile lotu nie mogła oderwać wzroku od okna samolotu, podziwiając świat z góry. W końcu zmęczenie wzięło górę i zasnęła, a ja miałam okazję pomyśleć nad tym wszystkim. Wiem, że nie będzie mi łatwo się odnaleźć tam na nowo, mimo że mój pobyt nie potrwa długo. Dom rodziców sprzedany od dawna. Natalia zaproponowała, abym zatrzymała się z Evą u niej w mieszkaniu, które kupiła 2 lata temu. Przyjęłam jej propozycję, gdyż nie chciałam zostawać w hotelu. Miałam w LA wiele spraw do załatwienia. Chciałam koniecznie odwiedzić stajnię Maxa, by móc chociażby zobaczyć co słychać u moich wierzchowców. Pojechać na plażę, która kiedyś wiele dla mnie znaczyła, a może wciąż wiele znaczy?
- Jesteśmy? - Eva poruszyła się nieznacznie przecierając zaspane oczka - Długo jeszcze? Kiedy będziemy na miejscu?
- Jeszcze trochę. Śpij, obudzę Cię jak wylądujemy.
Ucałowałam dziewczynkę we włoski, a ona ponownie wtuliła się w poduszkę zamykając oczka. Trudno mi było uwierzyć, że minęło już 6 lat. Pamiętam wszystko, jakby było wczoraj. Od  wyjazdu nie widziałam się z Natalią ani Maxem ani razu - utrzymywałam z nimi jedynie kontakt telefoniczny. A Michael? Myślę, że nie pamięta już nawet mojego imienia. Obserwowałam jego karierę dzięki mediom. Nagrał kolejną płytę, która odniosła ogromny sukces. Wybrał się w trasę koncertową, która również wiele wniosła do jego życia. Cieszyło mnie, że się rozwija i brnie coraz to wyżej. O to mi chodziło, po to właśnie odeszłam. Brukowce trąbiły coś o naszym rozstaniu, jednak nikt tak naprawdę o tym nic nie wiedział. Przecież nawet sam Michael nie miał pojęcia co się między nami tak naprawdę stało. Podobno od 3 miesięcy jest w związku z Lisą Marie Presley. Czy mnie zabolała ta wiadomość? Poniekąd. Jednak w głębi serca cieszyłam się, że w końcu odnalazł szczęście u boku kogoś innego. Minęło tyle lat... I tak długo zwlekał z zaangażowaniem w kolejny związek. Nie jestem w stanie ocenić ani jej, ani ich relacji. Nauczyłam się nie wierzyć gazetom i temu co mówią w TV. Tak czy siak pragnęłam teraz tylko jego szczęścia. Wierzę, że odnajdzie je u boku Lisy. Zasługuje na to. 


Gdy tylko opuściłyśmy budynek lotniska, od razu zauważyłam Nat stojącą przy zapewne jej nowym samochodzie. Na mój widok uśmiechnęła się i podleciała do nas z prędkością światła witając się radośnie.
- Hej, jestem Natalia. Ty pewnie jesteś Eva? - ukucnęła przy dziewczynce wyciągając do niej rączkę.
- Tak - odparła lekko zawstydzona - Miło mi w końcu Panią poznać. Mama mi dużo o Pani opowiadała.
- Oj nie Panikuj mi tylko tutaj! Jestem Nat, a jeśli chcesz możesz mówić do mnie Ciociu. W sumie jesteśmy prawie jak rodzina, tylko taka niebiologiczna - przyjaciółka spojrzała na mnie uśmiechając się - Tak się cieszę, że w końcu wpadłaś na stare śmieci - wstała i uścisnęła mnie z całej siły.
- Na pewno nie będzie problem, że zostaniemy na ten czas u Ciebie? Jeśli coś...
- Przestań, nawet tak nie mów. I tak siedzę większość czasu sama w tym mieszkaniu. Tom ma co chwila wyjazdy służbowe, a uwierz mi, że pusty dom to nic fajnego.
- Wiem o czym mówisz - posmutniałam - To jak? Jedziemy?
- Jasne! Chodźcie, pewnie jesteście zmęczone po podróży.
Droga do mieszkania Nat na szczęście nie była długa. Rozmawiałyśmy w aucie, głównie na temat tego jak nam się mieszka i żyje w Londynie, oraz powypytywałam ją o jej nowości z życia, zwłaszcza o Toma - jej nowego chłopaka. Widziałam po przyjaciółce, że korci ją temat Michaela, jednak wiedziała, że przy Evie jest to temat zakazany. 
Musze przyznać, że mieszkanie Natali robiło wrażenie. W sumie nie dziwiłam się - nigdy nie miała problemów finansowych, mogła sobie pozwolić na wszelkie wygody i luksusy. 
- Tutaj będzie Twój pokój, a obok Evy - otworzyła drzwi do jedenej z sypialni.
- Ale możemy mieć z Evą wspólny pokój, nie rób sobie kłopotu.
- Żaden kłopot! My z Tomem mamy swoją sypialnię, a i tak zostanie jeszcze jeden wolny pokój. Czuj się jak u siebie i przestań marudzić - puściła mi oczko i udała się do kuchni.
Położyłam swoją walizkę na łóżku i rozejrzałam się po pomieszczeniu. Dominowała tutaj biel i błękit. Jasne barwy ożywiały pomieszczenie, tak samo jak wielkie okno, przez które widać było piękną panoramę LA. Przeszłam do pokoju obok, gdzie zastałam córeczkę otwierającą torbę ze swoimi rzeczami.
- Pomóc Ci? - podeszłam do dziewczynki otulając ją delikatnie od tyłu.
- Nieeeee... Sama się rozpakuję. Jestem już duża - zaśmiałam się na te słowa i pocałowałam ją w czubek głowy.
- Dobrze, to w takim razie ja pójdę przygotować nam coś do zjedzenia.
Wyszłam z pokoju przymykając drzwi i udałam się do kuchni, gdzie krzątała się Nat. Już chciałam otworzyć lodówkę gdy rzuciła:
- Spokojnie, zaraz przyjedzie pizza. Mam braki w lodówce, więc nawet nie otwieraj bo się przerazisz - zaśmiałyśmy się równocześnie - Eva w pokoju?
- Tak, rozpakowuje swoje rzeczy - usiadłam na krześle - I jak Ci się mieszka tutaj?
- Świetnie! Od dawna już miałam w planach wyprowadzić się od rodziców. W końcu jestem na swoim, nikt nade mną nie stoi, robię to co mi się podoba.
- Ale pracujesz u ojca w firmie?
- Tak, dobra fucha a przynajmniej wiem, że mnie nie zwolni - puściła mi oczko - A teraz Ty...- Usiała na krześle na przeciwko mnie.
- Co ja?
- Planujesz się z nim widzieć?
- Nie mam pojęcia o kim mówisz - udawałam głupa, nie chcąc zaczynać tematu Michaela.
- Oj już nie udawaj. Evy nie ma, więc możesz mi co nieco powiedzieć.
- Nie kontaktowałam się z nim i nie zamierzam. On ma swoje życie, ma kobietę z którą jest szczęśliwy. Ja tutaj przyjechałam dla rodziców i dla Ciebie. Za tydzień wracam, nie mam w planach nawet myśleć o nim, a co dopiero oglądać - rzuciłam najpoważniej jak potrafiłam.
- Serio myślisz, że jest z nią szczęśliwy? - spojrzała na mnie przenikając mnie wzrokiem - Nie masz pojęcia ile razy przyjeżdżał do mnie po Twoim odejściu, błagał aby się dowiedzieć gdzie jesteś. Miśka on cierpiał, nigdy nie widziałam by ktoś tak bardzo cierpiał.
- Wyszło mu to na dobre - syknęłam niezadowolona tematem rozmowy - Dzięki temu zrobił karierę o jakiej marzył.
- On marzył o Tobie.
- Przestań - odwróciłam wzrok - Dobrze się stało.
- Wiem, że sama w to nie wierzysz. A Eva? Mogłaby mieć kochającą rodzinę, kochających się rodziców...
- Dość - wstałam od stołu i podeszłam do okna próbując zatamować cisnące się do oczu łzy - On nauczył się żyć beze mnie, ja też się tego nauczę.
- Przepraszam - podeszła do mnie i przytuliła mocno - Nie chciałam Cię zdenerwować. Po prostu boli mnie kiedy widzę jak bardzo się kochacie, cierpicie osobno...  W sumie aż wam zazdroszczę... Chciałabym, żeby kiedyś ktoś tak na mnie czekał, że z tej wielkiej tęsknoty nie mógłby zasnąć.
- To nic przyjemnego.
- Ja nie wierzę i tak w ten jego cudowny związek z Lisą.
- A jednak tak jest. I bardzo dobrze - przetarłam oczy rękoma.
- Wiesz... Kiedy tak patrzę na Evę to widzę w niej czystego Michaela. Ma jego oczy, jego spojrzenie. Ciężko pomylić to z czymkolwiek innym.
- Wiem - uśmiechnęłam się w duchu - Codziennie gdy na nią spoglądam widzę w niej Michaela - zmieniłam temat - A Tobie jak się z Tomem układa?
- Świetnie. Trochę mało czasu mamy dla siebie przez jego ciągłe wyjazdy, ale jest cudowny. Myślę, że w końcu znalazłam swoją bratnią duszę. 
- Ciesze się, że jesteś szczęśliwa - uniosłam lekko kąciki ust - Pójdę sprawdzić jak idzie Evie.
- Jasne, pizza zaraz powinna przyjechać, więc nie za długo.
- Jasne - rzuciłam i udałam się do pokoju, gdzie była moja córeczka.
Uchyliłam drzwi i zauważyłam jak siedzi na parapecie przy oknie, zapatrzona w widok za szybą. Weszłam cichutko i usiadłam obok niej z drugiej strony parapetu.
- Pięknie tutaj - wyszeptała nie odrywając wzroku - Kiedy pojedziemy do dziadków?
-  Dzisiaj chciałabym przejść się sama jeśli pozwolisz. Natalia z Tobą zostanie. Ale za to jutro po obiedzie pojedziemy razem na cmentarz do babci i dziadka - pogłaskałam ją po głowie - A potem pójdziemy na spacer. Co Ty na to ?
- Tak! - rzuciła radośnie.
- Rozpakowana?
- Chyba tak.
- To chodź, zaraz powinna być pizza.
- Mamuś... - zatrzymała mnie nim zdążyłam wyjść z pokoju.
- Tak?
- Mogę napisać list do babci i dziadka? Dałabyś go dzisiaj im jak pojedziesz. 
- Oczywiście kochanie - poczułam jak szklą mi się oczy - Ale nie lepiej, żebyś sama jutro im go zostawiła jak pojedziemy?
- Nie, chciałabym aby dostali go dzisiaj. Myślisz, że tam wśród aniołków dadzą radę przeczytać? Albo przeczytaj im! Usłyszą, jeśli im przeczytasz?
- Na pewno, i na pewno bardzo się ucieszą, że mają taką kochaną wnuczkę - pocałowałam ją w czółko, czując jak wali mi serce - A teraz chodź, musisz coś zjeść.


Gdy przekroczyłam bramy cmentarza poczułam jak uginają mi się nogi. Bałam się tam iść, po prostu bałam. Przez sześć lat nie byłam tu ani razu. Jak można być tak okrutnym i niewdzięcznym dzieckiem?
Cmen­tarz większości z nas przy­pomi­na szachow­nicę. Niektóre po­la są za­nied­ba­ne, al­bo wręcz leżą odłogiem. Kto by so­bie zaw­ra­cał głowę nag­robka­mi – czy też miłościami, które pod ni­mi spoczy­wają? Na­wet naz­wiska za­tarły się w pa­mięci. In­ne gro­by po­zos­tają jed­nak ważne, choć byśmy niechętnie się do te­go przyz­na­wali. Od­wie­dza­my je często – prawdę mówiąc – zbyt często. Nig­dy nie wiado­mo, jak się będziemy czu­li po wyjściu z cmen­tarza: cza­sem będzie nam lżej, cza­sem ciężej na duszy. Nie sposób prze­widzieć w ja­kim nas­tro­ju będziemy wra­cać do do­mu te­raźniej­szości.
Gdy znalazłam się przy grobie, poczułam pierwsze łzy spływające mi po policzku. Ścisnęłam w dłoni mocniej kopertę, w której był list od mojej córki. Przysiadłam na ławce i spojrzałam na przedmiot, delikatnie wyjmując z niego zapisaną kartkę. Chwilę się zastanawiałam, lecz w końcu zaczęłam czytać na głos, łamiącym się głosem:



Droga Babciu i Dziadku
Chyba nic tak nie pod­no­si na duchu, jak nies­podziewa­ne słowa płynące z ust oso­by, której byśmy o to nie po­dej­rze­wali. Nie podejrzewacie, bo się nie mogliśmy poznać. Strasznie chciałabym was poznać. Chciałabym móc składać wam życzenia na Dzień Babci i Dziadka, wysyłać kartki na święta. Szkoda, że nie mogę.
Mamusia bardzo was kocha, ja również was bardzo kocham mimo, że się nie znamy. Myślę, że gdybyście mogli również byście mnie pokochali.
Wczo­raj przed snem długo o was myślałam. Tak bar­dzo chciałabym się do was choć raz przy­tulić, posłuchać ma­rudze­nia, pokłócić się o jakąś błahos­tkę. Byłam kiedyś prze­kona­na, że to się nig­dy już nie zdarzy, jed­nak przyszliście do mnie we śnie, uśmie­chnięci i przytuliliście mówiąc: Jesteśmy tutaj.
Wiem, że tam na górze jest wam dobrze i na­de mną czu­wacie. Nade mną i nad mamusią. Ona również bardzo za wami tęskni.
Jutro przyjdę tutaj razem z mamusią, obiecuję.
Kocham was bardzo, 
Proszę, wy też mnie kochajcie. 
Eva


Gdy skończyłam czytać zalałam się łzami. Nie zwracałam nawet uwagi, że ludzie przechodzący chodnikiem obok dziwnie się na mnie patrzą. Zakryłam twarz w dłoniach, nie mogąc opanować emocji. Tak jak myślałam - wszystko wróciło.
- Mamo... Tato... - zaczęłam przecierając łzy, jakbym naprawdę miała nadzieję, że mnie słyszą - Nie radzę sobie bez was. Nau­czy­liście mnie praw­domówności i kul­tu­ry, a teraz przez to nie pot­ra­fię od­na­leźć się w dzi­siej­szym świecie. Przepraszam, jeśli nie byłam córką jaką sobie wymarzyliście. To za mało powiedzieć, że za wami cholernie tęsknię... Pogubiłam się strasznie, a was nie ma... A tak bardzo was potrzebuję - ciągnęłam przez łzy - Oddałabym wszystko, za tą jedną ostatnią rozmowę.
Znów zaniosłam się płaczem. Położyłam na grobie kwiaty, a między łodygi wsadziłam kopertę od Evy. Nie wiem ile jeszcze siedziałam tam w milczeniu, aż w końcu podniosłam się i odeszłam. Musiałam powiedzieć to wszystko, aby mieć czyste sumienie. Jutro przyjadę z Evą, jednak ona nie może widzieć mnie w takim stanie, nie może. Musze być silna dla niej, tylko ja jej pozostałam.



Tak jak każdego piątkowego wieczoru, wybrałem się na cmentarz. Naciągnąłem okulary mocniej na nos, spoglądając ukradkiem na moich ochroniarzy, idących blisko na wypadek niespodziewanych sytuacji. Odwiedzałem Państwa Evans regularnie co tydzień, a przynajmniej się starałem, jeśli praca mi nie krzyżowała tych planów. Byli niesamowitymi ludźmi, którzy nie zasłużyli by odejść tak szybko. Mieli jeszcze dużo rzeczy do zrobienia, jednak jak widać Bóg rozplanował to dla nich inaczej.
Szedłem chodnikiem, aż w końcu zatrzymałem się przy grobie. Zdjąłem okulary i spojrzałem na kwiaty leżące na pomniku. Wydawały się świeże, za świeże. Nie mogły mieć więcej niż jeden dzień. Kto je tutaj zostawił? Zdziwiło mnie to, gdyż nikt poza mną, Natalią i Maxem nie odwiedzał tego grobu na cmentarzu. A nigdy ani Nat, ani Max nie kupowali kwiatów, jedynie zostawiali zapalone znicze. Ukucnąłem przy bukiecie i dojrzałem między liśćmi coś, co przykuło moją uwagę. Był to list, zaadresowany do... Babci i Dziadka? Może nie powinienem, jednak bez namysłu otworzyłem kopertę. Był to liścik napisany ewidentnie dziecięcą ręką. Zacząłem czytać, coraz bardziej pogrążając się w lekturze. Co to wszystko miało znaczyć? Kto to zostawił? Co się dzieje? "Jutro przyjdę tutaj razem z mamusią, obiecuję." - przeanalizowałem te słowa kilkakrotnie. Wstałem chowając kopertę z listem do wewnętrznej kieszeni munduru. Spojrzałem na jednego z moich ochroniarzy i rzuciłem:
- Odwołaj jutrzejsze spotkanie. Mam inne plany na ten dzień.

***

Komentarz = to motywuje !


~~~~~


"W życiu jest tak samo, jak podczas jazdy samochodem. 
Trzeba wiedzieć kiedy wrzucić odpowiedni bieg, 
a kiedy jechać na luzie. 
Wierzę, że dzisiaj dokładnie wiecie,
 jaki bieg wrzucić."

niedziela, 10 stycznia 2016

Prolog ~ Rozdział 1


No to kochani zaczynamy! <3
Zapraszam na pierwszy rozdział - krótki, wprowadzający. Kolejny będzie dłuższy, obiecuję :)!

~~~~~

   To bar­dzo dziw­ne, ale nap­rawdę można kochać ko­goś przez całe życie. Nieza­leżnie od te­go, jak da­leko znaj­du­je się ukocha­na oso­ba, jej wspom­nienie zaw­sze no­si się w sercu. Można oczy zam­knąć na rzeczy­wis­tość, ale nie na wspomnienia. Za­pom­nieć. Ta­kie pros­te słowo. Gdy­by część jej mózgu pot­ra­fiła od tak, po pros­tu wy­mazać in­formację bez śla­du. Tak jak za­pom­niała o dro­biaz­gach: wysłaniu życzeń, od­da­niu książki do bib­liote­ki, ku­pieniu pas­ty do zębów pod­czas za­kupów w su­per­marke­cie. Z wiel­ki­mi wy­darze­niami nie jest już jed­nak tak łat­wo. Wy­ryły się w pa­mięci na zaw­sze. Żyją w tkan­kach mózgu, pod skórą, we krwi. Zwi­nięte w kłębek, drze­mią w nieświado­mości, do cza­su, aż coś je zbudzi. Ni stąd ni zowąd wspom­nienia ożywają, wy­pełniając głowę ob­ra­zami przeszłości. Myślałam, że w miarę upływu cza­su będę czuła co­raz mniej, wspo­minała co­raz mniej, ale czymże jest wspom­nienie, jeśli nie języ­kiem uczuć, słow­ni­kiem twarzy i dni, i za­pachów, które pow­tarzają się jak cza­sow­ni­ki i przy­miot­ni­ki w przemówieniu, uk­radkiem prze­mykając się po­za samą rzecz, aż do czys­tej teraźniejszości. Mimo wszystko nie zapomniałam. O niczym i nikim, nikim kto był dla mnie ważny. Jutro wszystkie wspomnienia miały we mnie ożyć ze zdwojoną siłą, miały przypomnieć mi kim byłam, kim jestem teraz. 
   Spojrzałam na zegarek wyczekując, aż w końcu wybije godzina sygnalizująca koniec mojej pracy. Nie cierpiałam siedzenia za ladą, praktykowałam to już lata temu, gdy pracowałam z mamą w naszym upadłym sklepie zoologicznym. Teraz pracuję w recepcji w jednym z Londyńskich hoteli. Nie o tym marzyłam, nie tego się spodziewałam... Jednak póki co to jedyne, czego się trzymałam. 
Gdy w końcu mogłam opuścić budynek, wsiadłam w samochód i udałam się w miejsce, które odwiedzam od roku dość regularnie: szkoła muzyczna. Muszę się przyznać, że nie licząc trudnego charakteru to resztę odziedziczyła po ojcu: między innymi pasję do muzyki. Gra na skrzypcach jest dla niej szczególnie ważna, ważniejsza nawet niż jeździectwo - w które też wciągnęła się jeżdżąc razem ze mną w okolicznych stajniach.
   Czekała na mnie już pod wejściem. Dziewczynka podleciała do auta ubrana w uśmiech na ustach, rzuciła na tylne siedzenie pokrowiec ze skrzypcami i sama wsiadła do auta wołając radośnie:
- Hej mamuś! - ucałowała mnie w policzek jak to miała w zwyczaju .
- Jak tam dzisiaj było? - spojrzałam na córkę uśmiechając się - Przekazałaś Pani, że na przyszłych zajęciach Cię nie będzie?
- Tak, powiedziałam jej że wyjeżdżamy - spojrzała na mnie - Dlaczego tak właściwie tam jedziemy?
- Mówiłam Ci, że jedziemy odwiedzić babcię i dziadka.
- To dlaczego nie mogliśmy pojechać wcześniej? - nie odpowiedziałam jej na to pytanie.
   Prawda była taka, że nie potrafiłam wcześniej się zdobyć na podróż do LA. To żałosne... Od ich śmierci nie byłam ani razu na grobie. Nie pomodliłam się, nie podziękowałam za wszystko co dla mnie zrobili. Dopiero teraz, po upływie sześciu lat zdobyłam się i podjęłam decyzję, aby to zrobić.
   Zaparkowałam pod blokiem i razem z dziewczynką udałam się do naszego małego, skromnego mieszkanka. Mieszkałyśmy w centrum miasta. Moje skromne zarobki nie pozwalały na wielkie luksusy, jednak dawałam Evie wszystko co mogłam. Stawiałam głównie na rozwój jej pasji do muzyki. Jej radość z grania przypominały mi radość Michaela podczas tańca i śpiewu. Oraz jej oczy... jej oczy przypominały mi Michaela. Były tak samo ciemne, piękne i głębokie jak jego. Nigdy nie byłabym w stanie zapomnieć jego spojrzenia, które teraz na co dzień mogłam podziwiać w naszej wspaniałej córce. Jak na pięciolatkę - była wyjątkowo mądra i bystra. Potrafiła dobrze czytać z ludzi uczucia. Od razu wyczuwała smutek, gniew i radość. Swoją dobrocią i zrozumieniem potrafiła w ludziach wzbudzać na nowo nadzieje, co ze mną czyniła na co dzień. Tylko dzięki niej żyłam, oddychałam, funkcjonowałam normalnie. Dzięki niej, dla niej.
   Jednak jej mądrość przekładała się również na spryt. Tym tylko była do mnie podobna - dociekała zawsze wszystkiego, o wszystko pytała, wszystko musiała wiedzieć. Zawsze mówiła to co myśli, nawet jeśli nie to chciał usłyszeć jej rozmówca. Najgorsze były pytania o ojca. Zawsze się gubiłam, nie wiedząc co jej odpowiedzieć. Powtarzałam wtedy, że los rozdzielił mnie z tatą, ale on zapewne ją bardzo kocha. Po takiej odpowiedzi na moje szczęście nie zadawała więcej pytań. Widziała ile mnie trudu to kosztuje, więc wolała milczeć. Ale jak długo to potrwa? Brakowało jej ojca tak samo, jak mnie czyjejś bliskości. Poznałam wielu ludzi w Londynie, próbowałam na nowo się zakochać i ułożyć sobie życie. Zawsze jednak kończyło się to porażką, nie potrafiłam znów poczuć tego, co czułam sześć lat temu w Ameryce. Nie dało się, po prostu.
- Eva... - zaczęłam gdy weszłyśmy do kuchni - Masz przecież wakacje, jest lato. Nie lepiej odpocząć od tych lekcji w szkole muzycznej?
- Nie ! - krzyknęła, zajmując miejsce przy stole - Wakacje są od szkoły normalnej, ale nie od grania.
- Dobrze już dobrze - uśmiechnęłam się widząc jej zapał - Zaraz odgrzeję Ci obiad, a potem marsz się pakować. Jutro rano mamy samolot, dlatego wcześniej do łóżka żebyś się wyspała.
- Dobrze. A tam też będę mogła gdzieś uczyć się grać?
- Kochanie - podeszłam do córki i spojrzałam na nią - Do LA lecimy tylko na tydzień. Odwiedzić grób twoich dziadków, oraz chcę się spotkać z jedną ważną dla mnie osobą. Polubisz Natalie.
- To ta dziewczyna, co z nią tak rozmawiasz przez telefon?
- Tak. Jest dla Ciebie jak ciocia, pokochasz ją tak samo jak ja.
- Fajnie - uśmiechnęła się - Cieszę się, że w końcu jedziemy gdzieś na wakacje.
- Ja też się cieszę - uniosłam również delikatnie kąciki ust - Wiesz, tam się wychowałam. Miło będzie pójść i znów odwiedzić tamte miejsca.
- Tęsknisz za nimi?
- Tęsknię.
- Bardzo? - spojrzała na mnie z ciekawością.
- Bardzo.
- To dlaczego tam nie mieszkamy? Dlaczego się przeprowadziłaś tutaj? - spuściłam wzrok, przypominając sobie jak wielkim tchórzem wtedy byłam.
- Tak widocznie musiało być - zamknęłam temat.
- A czy to tam poznałaś tatusia? - na to pytanie poczułam jak szklą mi się oczy. 
   Nie potrafiłam z nią o tym rozmawiać. Ilekroć pytała o Michaela, gubiłam się w słowach, myślach i uczuciach. Dlaczego to do cholery nie minęło? Przez te pieprzone sześć lat powinnam już dawno o nim zapomnieć, pokochać kogoś innego. Eva widząc moją reakcję posmutniała. Podeszła do mnie, przytuliła się mocno i ciuchutko szepnęła mi do ucha:
- Przepraszam mamusiu - ukucnęłam przy niej i pocałowałam we włoski, próbując się nie rozpłakać.
   To w ser­cu znaj­dują się od­po­wie­dzi na py­tania, które nas dręczą. Eva zadawała ich dużo, jednak nie na wszystkie chciałam się dzielić odpowiedzią. Nie dlatego że nie chciałam, ale że zbyt wiele mnie to kosztowało. Konsekwencje moich wyborów z przeszłości spadły również na nią. Jednak ona była ode mnie silniejsza. Potrafiła wybaczać, kochać i walczyć o to na czym jej zależy. Ona się nie poddawała, nie tak łatwo jak ja. Nie ma chy­ba większe­go nie­szczęścia niż, kiedy dziec­ko jest in­te­ligen­tniej­sze od włas­nego rodzica.

***

Komentarz = to motywuje !

~~~~~

"Czasami tak namieszasz, że nie możesz tego odkręcić, 
nieważne jak bardzo byś się starał. 
Niektóre zdarzenia odciskają piętno na reszcie twojego życia."

wtorek, 5 stycznia 2016

Powitanie + na wstępie słów kilka:)

Witam kochani was serdecznie  na Remember, I love You <3 
Mam nadzieję, że druga część przypadnie wam do gustu tak samo jak pierwsza - a może wyjdzie jeszcze lepiej ?
Co ode mnie...?
Strasznie się cieszę, że wytrwałam (a wy ze mną xd) i możemy się spotkać ponownie na tymże blogu. Dlaczego opowiadanie podzieliłam na te 3 części
i każda jest na innej stronie ?
Chodzi tutaj głównie o rozkład akcji - jak widzicie po zakończeniu Remember to be Happy nastąpił przeskok w czasie, dlatego ta daaam !
Dla miłośników ery Dangerous niespodzianka - bo aby lepiej 'uwzględnić' te przeminięte 6 lat, Mikuś nasz będzie w odsłonie zdjęciowej z tego okresu już :)
Trzecia (i ostatnia) część po zakończeniu obecnej, również będzie tyczyła się pewnego wątku, ale nie zdradzę wam wszystkiego, aby się lepiej czytało.
Części robię na osobnych stronach ze względu na to, aby nie było tego za dużo na jednym blogu. Tak jest przynajmniej dla mnie przejrzyście, mogłam zmienić zakładki na potrzeby owej części itd.
Co jeszcze...?
Tych co jeszcze nie widzieli zapraszam właśnie na zapoznanie się z "zapowiedzią" bloga, którą znajdziecie po lewej stronie pod nagłówkiem, oraz do rozeznania w zakładkach bohaterowie, seria Remember itd,
bo nastąpiły tam również małe zmiany:)
Oczywiście info o nowych rozdziałach na waszych blogach
 zostawiajcie już tutaj w specjalnej zakładce.
Wygląd bloga może się jeszcze niedługo zmienić, ale nic na razie nie wiem:)
Liczę na wasze szczere opinie odnośnie: zapowiedzi tej części, jak wam się widzi, jesteście ciekawi akcji ? Jak ogólne odczucie ?

Chyba to tyle, jak macie jakieś pytania to piszcie śmiało.
Rozdział pierwszy planuję w sobotę lub niedzielę, także wyczekujcie:)
Dziękuję, że jesteście ze mną ! <3


~~~

"Kto czyta książki, żyje podwójnie."